Nie mam zbyt dużo zdjęć z moim synkiem – wyżalił mi się pewnego dnia Tomasz. Nie ma sprawy,  wpadaj do mnie, coś na to poradzimy – rzekłem…

W niedziele popołudniu umówiliśmy się więc w Kryspinowie. Zdjęcia zaczęliśmy trochę późno (grzech nie zamówić małej karkówki i piwka).

Przed siódmą pojawił się znienacka taki trochę kiczowaty „zachodzik” słońca i efekty wyszły dość „cukierkowe”:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *